img_0267Poniedziałek 5. rano.

Zamówienie pod City Park. Podjeżdżam pod hotel, a tam widzę już z daleka dwóch rozchwianych typów. Wsiadają, mówią coś, ale totalnie ich nie rozumiem. W aplikacji widzę, że polskie imię, a na Azjatów, mimo intonacji sylab nie wyglądali. Wolę, jedna upewnić się że zabieram właściwe osoby, więc dzwonię do klienta. odzywa się jeden z telefonów w samochodzie. Facet odbiera, ale nie zatrybił, że dzwonię do niego z przedniego siedzenia. Grunt, że mam właściwych pasażerów. Panowie rozmawiają ze sobą, ja nadal nie rozumiem, natomiast oni rozumieją się wyśmienicie. Co jakiś czas pojawia się jakiś epitet, a chłopaki na to w zgodzie odpowiadają sobie śmiechem i chrząknięciami. Wygląda to trochę kuriozalnie, bo naprawdę są masywni w budowie ciała. W pewnym momencie jeden z nich wzbił się na swoje wyżyny lingwistyczne i zagadał:

Poprosimy do sklepu!!!

Odparłem że w okolicy w grę wchodzą tylko stacje benzynowe. Przystanęli na tę propozycję. Podjeżdżamy pod BP. Panowie znikają na dłuższą chwilę. Wyszedłem z samochodu rozprostować nogi i widzę tylko przez okno, jak oddają się dostępnym atrakcjom przybytku. Przeglądają świerszczyki, korzystają z toalety, zamawiają i konsumują jedzenie. Czekam. Po dłuższej chwili wychodzą ze stacji obładowani chyba całym zapasem burbonu. Jeden z nich spogląda na mnie, jakbym krzywdę zrobił jego rodzinie i chyba chcąc rzucić wszystkie zakupy, które niósł pod pachą podchodzi do mnie i zaciągając nosem straszy:

Co jest k…a?!

Na pomoc przyszedł mu jednak kolega:

Stary spokojnie! To nasz kierowca!

Patrzę na typa prosto w oczy i widzę, jak z nienawiści, którą przed chwilą w sobie miał – emocje przechodzą w coś na kształt miłości, czy uwielbienia.

A to przepraszam.

Odparł spokojnie i wszedł do samochodu.

Jedziemy dalej. Zaczynam coraz lepiej rozumieć dorzecze dialektu moich pasażerów. Mieli bardzo skomplikowaną rzecz do załatwienia. Jechali do kogoś, kogo ledwo znali, pod adres który ustalali, umawiając się po drodze z dziewczynami ze strony Roksa.pl.

Chcąc trochę rozluźnić atmosferę postanowiłem zagadać:

Długo tak walczycie Panowie?

Usłyszałem, że od piątku w południe. Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce było już chwilę po 6. rano. Udało się jednak zorganizować potrzebne atrybuty: było miejsce, prowiant, alkohol, jakieś substancje wyskokowe i dziewczyny. Wtedy jeden z nich, dokładnie ten który nie poznał mnie przed stacją benzynową dostał przebłysku otrzeźwienia:

Stary! My na 9. idziemy do pracy!!!

Kurtyna.

 

[rf_contest contest=’3612′]

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

%d bloggers like this: