Często słyszę, jak rodzic, czy inny wychowawca mówi do dziecka „ile razy mam Ci powtarzać”. Mam wtedy ochotę zatrzymać tę osobę i odbyć rozmowę na temat jakości komunikowania się nie tylko z dzieckiem, ale przede wszystkim „generalnie”. Pacholęciem jeszcze będąc pozwalałem sobie dość często, na to żeby według skostniałej wtedy nomenklatury, być bezczelnym w stosunku do dorosłych. Moja świętej pamięci babcia miała wtedy w zwyczaju często się powtarzać, a nasza rozmowa wyglądała wtedy mniej więcej tak:

Babcia: Wnusiu! Ile razy mam Ci powtarzać?

Ja: Babciu. Wystarczy raz, ale tak żebym zrozumiał.

Kiedy powtarzamy coś wielokrotnie nasz interlokutor przestaje rejestrować treści, nie dlatego że ma nas w poważaniu, a dlatego że tak jest skonstruowany. Czy oglądasz kilkukrotnie jeden odcinek „Rolnik szuka żony„, żeby go zrozumieć? Czy wystarczy tylko raz, o ile w ogóle?

Nasz umysł bardzo szybko się uczy i reaguje na bodźce. W naturalny sposób odróżnia język pozytywny, od negatywnego. Jeżeli powiemy do dziecka „tylko, nie zgub kluczy” – uruchamiamy gubienie, „tylko nie zapomnij o zadaniu domowym” – uruchamiamy zapominanie, „tylko tego nie zepsuj” – uruchamiamy psucie, a gdyby powiedzieć:

Pamiętaj o kluczach – uruchamiamy pamiętanie

Zrób zadanie domowe – uruchamiamy robienie

Dbaj o to, to dla mnie ważne – uruchamiamy dbanie i poczucie ważności, albo wręcz empatii

Dla wielu z nas wydaje się to nie naturalne, a dla niektórych to część higieny intelektualnej. Kiedy rozmawiam na ten temat z ludźmi – czasem słyszę „ale przecież wszyscy wiemy o co chodzi”, albo „przekombinowane to”. Nawet jeśli tak to odbieracie, to proponuje wykonanie testu skuteczności. Stawiam dobre wino osobie, która podważy tę teorię.

Z rozmową jest, jak z osobowością. Dla niektórych będzie liczył się sam fakt i przyjemność z jej odbycia, a dla niektórych skuteczność. Jeżeli szanujemy naszego rozmówcę to samą uważnością możemy spowodować, że rozmowa będzie przyjemna, lub rozwiążemy ważny spór.

Obserwując i bardzo dobrze znając z autopsji spory małżeńskie często słyszę znamienne zdanie:

Z nim / nią nie ma sensu rozmawiać. On / ona nie da sobie powiedzieć. Nie mam na to czasu.

Co tak na prawdę wynika z tej wypowiedzi? Nie ma sensu, bo nie widzimy sensu. Nie da się bo nie wiemy jak i zakładamy że nasza prawda jest lepsza niż jego / jej, a mój czas jest bardziej wartościowy niż jego / jej. Dlatego, na pytanie „ile razy jeszcze”, odpowiadam „tyle ile będzie trzeba, ale skutecznie”, bo jeżeli coś jest dla mnie ważne, a nie wychodzi – robię to tak długo, aż wyjdzie. Co innego, jeżeli nie szanujemy naszego rozmówcy – wtedy rozmawiamy uogólnieniami i przyklejamy łatki.

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

  • Magdalena Truskawa

    SUPER..
    Jak ma mi ktoś powiedzieć by nie piło się tyle wina jak ono tak smakuje:)?

    • BartoszPaz.com

      Żyjąc w trzeźwości – zbliżasz się do swojej doskonałości. 🙂

      • Magdalena Truskawa

        Bardzo ładnie. Tylko bym nie zapomniała tak pięknych słów 😉

%d bloggers like this: