Piątek, wczesna godzina wieczorna. W tle na dużym telewizorze leci jakiś film dla dorosłych, obok na stosie książek, które aktualnie czytam pasie się naprzemiennie beletrystyka i kilka pozycji z dyscyplin coaching’u i kognitywistyki, publikacje Paul’a Eckman’a i oczywiście nieodzowny Charles Bukowsky. Słowem przeintelektualizowana deprecha z domieszką horroru intelektualnego i porno.

W pewnym momencie odzywa się Facebook, na kilku możliwych kanałach – zaproszenie do znajomych, zaczepka, wiadomość. Nie było jeszcze Tinder’a – ten moment nastąpi za kilka lat. Pewna atrakcyjna niewiasta, która tak przynajmniej wyglądała na zdjęciach była bardzo zainteresowana seksem w pralni, na wirującej pralce. Dla higieny osobistej oddałem się tej rozmowie, tym bardziej że od kilku miesięcy nie byłem blisko kobiety. Nie pozwalałem na to, wmawiałem sobie, że nie potrzebuje.

Rozmowa zaczęła zmierzać do momentu umówienia się gdzieś w centrum. Myślę sobie… w sumie… Bartas Ty parówo! Atrakcyjna kobieta bardzo chce się z Tobą spotkać, zainteresowana jest – a przynajmniej tak pisze – kilkoma wyuzdanymi praktykami, o których zapomniałeś!!! Ogarnij się! Do boju tygrysie! Był to zimowy piątek, godzina 22. i umówiliśmy się na 24. bo musiała skądś dojechać.

Spotkaliśmy się w jednym z „popularnych” lokali. Usiedliśmy przy barze, zamówiłem dwa  strzały tequili i od razu dwa kolejne, po czym poszedłem do toalety. Kończę to co się zazwyczaj robi przy pisuarze, a wtedy wchodzi ona. Długie, zgrabne nogi, szczupła talia, figura modelki, duży i jędrny biust, pewny siebie krok. Włosy spina w kucyk. Chwyta mnie za rękę i ciągnie do kabiny. Wyciąga z torebki wilgotną chusteczkę i klęka przede mną. Powiem Wam – poczułem się jak turbo kozak, który zdobył właśnie złoty medal na olimpiadzie. W 15 minut doszedłem do momentu, do którego wcześniej dojście zajmowało mi zdecydowanie dużo więcej.

Po tym wieczorze odbyłem długą i szczerą rozmowę sam ze sobą. W jej efekcie postanowiłem wykorzystać moment w którym jestem i odreagować sprawy rozwodowe, które już wtedy się ciągnęły… a jak się później okazało to był dopiero początek. Przez dłuższy czas wieczorami, po pracy wychodziłem w teren, gdzie poznawałem co chwile nowe kobiety. Dziś mogę powiedzieć, że każdą którą źle potraktowałem przepraszam i zapraszam na przyjacielską pojednawczą kawę.

Następnym etapem, wkradającym się po kolejnej rozmowie z samym sobą, był celibat. Doszedłem zwyczajnie do wniosku, że przez długi czas nie stworzyłem głębszej relacji i potrzebuję odpoczynku. Nie trwało to długo. Może ze trzy miesiące. Mój przyjaciel zaprosił mnie na jakiś wieczór z kolejną piramidą sprzedażową. Zależało mu na tym żebym poszedł i przekonał mnie obecnością jakiegoś typa z Menchester’u, co do mnie trafiło, bo British English to forma angielskiego, którą szanuję i lubię się w niej komunikować.

Na spotkaniu facet bardzo ładnym brytyjskim przekonywał mnie, że nie muszę sprzedawać ich produktów, po których jakość życia się zmienia, a skóra lśni. Wystarczy że znajomi, moich znajomych polecą to ich znajomym. W ten sposób zaczęła snuć się przede mną, niczym cichy bąk puszczony w windzie, wizja zatrudniania tysiąca krasnali, bez zbędnego zaangażowania sprzedażowego. Słowem wszystko robią za mnie, a ja zarabiam. Słuchałem tego jak lato z radiem, aż typ szarpnął czułą strunę:

Musisz coś wreszcie dobrze w życiu robić. Rób to z naszą firmą.

W tym momencie wciągnąłem mocno brzuch, wyprostowałem się jeszcze bardziej i w zakamarkach mózgo – czaszki zacząłem szukać riposty. Miała być krótka, dosadna, totalnie w punkt, ale przede wszystkim skuteczna. Taka żeby typ się od razu odczepił.

Ale ja już robię dwie rzeczy dobrze. – powiedziałem.

Jakie? – zapytał

Dobrze bzykam i jestem bogaty. – odparłem

Wiem że to słabe, ale za to bardzo skuteczne. Facet prawie momentalnie odwrócił się na pięcie i zaczął makaron na uszy nawijać kolejnej osobie. Myślę nawet że skutecznie, bo był w tym na prawdę dobry.

Wtedy podeszła do mnie dziewczyna z mocnym makijażem wokół oczu i powiedziała:

No! Fajny z ciebie chłopak, tylko trochę za gruby!

Masz moją uwagę dziewczyno pomyślałem i zacząłem słuchać o jakimś indywidualnym treningu za niemałą kwotę. Byłem akurat w momencie życia, gdzie potrzebowałem kopa w tyłek i wszedłem w to. Po kilku treningach zaczęliśmy się spotykać. Temat zaczął nabierać rozpędu. Szybko praktycznie zamieszkaliśmy ze sobą i zacząłem namawiać ją do zrobienia z tych treningów zjawiska masowego. Weszła w to. Z początku było nas czworo – w tym jej przyjaciółka, kolega i ja. Tworzyliśmy ten biznes codziennie razem, aż przyszedł kryzys. Podziękowała mi za współpracę,
Designed in Canva wyparła jakiekolwiek moje zaangażowanie i setki godzin pracy włożone we wspólny projekt.

Powiem szczerze. Kolejny raz spotkałem kobietę, która tak mnie potraktowała.

W tydzień spakowałem się i wyjechałem do Nepalu, gdzie rozpoczęła się moja nazwijmy to metamorfoza. Nie wiem czy to trzęsienie Ziemi, sytuacja mieszkańców, praca z dziećmi, czy praktyki mindfulness w klasztorze, ale zadałem sobie jedno ważne pytanie:

Co takiego jest we mnie że przyciągam takie sytuacje i wybieram takie kobiety?

+ + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + +

Chcesz kontynuacji? Daj znać.

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

%d bloggers like this: