Patrząc dzisiejszymi oczyma wstępując w związek małżeński byłem totalnym dzieciakiem, ale mimo tego wierzyłem, że dziewczyna z którą chciałem założyć rodzinę – będzie moją towarzyszką do końca życia. Miałem wizję wspólnej starości, gdzieś w kurorcie letniskowym, popierdując pod jedną kołderką, gdzie pielęgniarki rozpoznawałyby że mamy gości po tym, że babcia śmieje się ze starych dowcipów dziadka.

Niestety kryzys wewnętrzny i zewnętrzny dopadł nas dość szybko, bo w momencie gdy partnerka zaszła w ciążę. Rozkręcałem wtedy własny biznes, który później okazał się niewypałem, a co wpłynęło znacząco na nasz związek. Praca w domu to moim skromnym zdaniem jedna z większych zbrodni którą można wyrządzić związkowi, chociaż są podobno tacy którym się ten schemat sprawdza i zawsze patrzyłem na nich z podziwem zadając pytanie „nie macie siebie za dużo?”.

Pracując w domu nie masz czasu, ani przestrzeni aby wyrzucić z siebie to co niezrozumiałe, albo niewypowiedziane. Pomaga w tym co prawda sport, ale przyznaję że w tym okresie niewiele go było. Myślałem wtedy o sobie jak o super samcu, który ogarnia swoją rzeczywistość – dba o partnerkę, dziecko, dom i robi to na tyle dobrze że widać to w spojrzeniu jego kobiety. Okłamywałem się, a moja żona okazała się mieć więcej jaj i sprytu niż ja.

Od tamtego czasu byłem w kilku relacjach i wiele z nich nosiło znamiona schematu podobnych relacji z kobietami. Pozwalałem, a może nawet chciałem pozwolić sobie wejść na głowę – pomóc stworzyć biznes i zostać z niego wyrolowanym, być zdradzanym. Coraz częściej docierało do mnie że gdzieś popełniam błąd, no bo jak można ciągle przyciągać takie sytuacje. A może to efekt innych relacji z kobietami, które czuły się niedocenione?

Wtedy postanowiłem zbudować siebie od początku. Zacząłem wyjeżdżać na akcje humanitarne i organizować najróżniejsze akcje społeczne. Odnajdywałem się w tym i przeżyłem wiele ciekawych historii. Myślę że spokojnie mogę powiedzieć, że moje życie jest na swój sposób epickie. Czuję, że odnalazłem swój cel w życiu.

Tym celem jest założenie rodziny i tym razem zrobić to dobrze. Chcę być uważnym, troskliwym i obecnym tatą, oraz partnerem. Tylko jak znaleźć taką partnerkę? Jestem spokojny. Nie narzucam się, a gdy spotkam kobietę która będzie potrafiła zdobywać mnie podobnie jak ja to robię – zastanowię się co dalej. Na ten moment czuję, że wszystko w tej materii jest na właściwym miejscu, a jak będę gotów to stanie się jak w piosence Willas „Przyjdzie na to czas”.

 

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

%d bloggers like this: