DACF7HlxoQwTen artykuł kieruję przede wszystkim do mężczyzn, ale uważam że dobrze by było gdyby niektóre z Pań też go przeczytały.

Zdaję sobie sprawę, że każda sytuacja jest inna. Ma swoje różne strony i z perspektywy wielu osób może być różnie postrzegana. Przedstawię Wam jeden ze scenariuszy, który w różnych odsłonach spotykałem, a będzie on opowiedziany jak najrzetelniej potrafię, bo oparty jest o własne doświadczenia.

Myślę że nikt nie jest gotowy na to żeby zostać rodzicem. Do tego dojrzewa się w trakcie, chociaż kobiety mają ten instynkt na moje oko bardziej rozwinięty. Matka mojej córeczki bynajmniej tak miała.

Przed ślubem, w trakcie snucia wspólnych planów na przyszłość żyłem jak pączek w maśle. Bardzo kochałem moją partnerkę i mimo wielu przeciwskazań patrzyłem na nią jak na kobietę, z którą chciałem spędzić resztę życia. Dbała o mnie – świetnie gotowała, była troskliwa, wymyślała ciągle nowe sposoby, jak rozpieszczać swojego mężczyznę. Na dobrą sprawę ani przed nią, ani po niej nie spotkałem kobiety, która tak by o mnie zabiegała. Urzekało mnie to.

Idylla skończyła się wraz z momentem zajścia w ciążę. Chociaż przyznam, że czujność miałem osłabioną i gdzieś przeoczyłem, w którym momencie tak na prawdę to się stało. Gdzie i kiedy nastąpił ten przełom.

Ostatni raz, gdy byłem z żoną miał miejsce w momencie zajścia w ciążę. Moja córka kończy za chwilę 7. lat a rozwód w pierwszej instancji uzyskałem tydzień temu. Nie jestem zwolennikiem rozwodów, ale też nie miałem parcia na ślub. Mimo presji teściowej mówiącej „uczciwy mężczyzna się żeni”, uważałem że jest to jedynie formalność, ale szanowałem też potrzebę mojej partnerki. Zdecydowanie ożeniłem się z miłości.

Każdy ma prawo się pomylić. Każdy ma też prawo naprawiać swoje błędy.

Okres ciąży był dla mnie trudny. Straciłem umiejętność komunikacji z żoną. Wieczne pretensje, ciągle coś robiłem źle. Wyszedłem się z kimś spotkać, to się szlajałem. Wypiłem drinka, to słyszałem że mam problem z alkoholem. Home office nie poprawiał funkcjonowania. Z perspektywy czasu mogę zrozumieć też swoje zaniedbania i wiem że powinienem być bardziej troskliwy i uważny. Mogę jednak spokojnie stwierdzić że od początku bardzo pracowałem na to żeby być jak najlepszym ojcem. Przy dziecku potrafię zrobić dosłownie wszystko, co więcej sprawia mi to dużą radochę. Poszedłem nawet na kurs ratownictwa dzieci i noworodków. Moja żona jednak twierdziła, że robię to źle.

Próbowałem ratować ten związek. Nie skutecznie i dziś zrobiłbym to inaczej, ale nie wyszło…

img_0337Kiedy zacząłem mieszkać sam o każdy kontakt z dzieckiem musiałem się prosić. Nie ustalać, czy rozmawiać – prosić. Dziecko ciągle „chorowało”, albo miało „inne plany”. Próbując samemu wprowadzić jakąś aktywność w jej życie, chociażby było to spotkanie rodzinne – słyszałem, że jestem egoistą, że nie interesują mnie potrzeby dziecka i wiele podobnych historii. Coraz rzadziej zacząłem widywać córeczkę. Każdy, ale dosłownie każdy pretekst był dobry do konfliktu. Znajomi zaczęli mnie wypytywać dlaczego biję żonę, ciągle piję i nie interesuje się dzieckiem. Dostawałem uwagi w stylu „dorośnij”, „ogarnij się”, czy „nie mamy o czym rozmawiać”. Ludzie zaczęli się ode mnie odwracać. Straciłem mnóstwo znajomych, którzy ulegli negatywnym opowieściom mojej żony. Nie ukrywam że nie byłem temu dłużny. Na początku chciałem wszystko prostować, rozmawiać, tłumaczyć.

Córkę widywałem coraz rzadziej, dlatego wystąpiłem do sądu o zabezpieczenie kontaktów w Komitecie Obrony Praw dziecka. Spotkania miały odbywać się raz w tygodniu. Od stycznia do kwietnia jak nie trudno policzyć powinno odbyć się minimum 16. spotkań. Odbyły się 3. Wtedy na ostatniej sprawie, na której mieli być słuchani świadkowie żona się nie pojawiła, a sędzia poinformował świadków i mnie, że dzień wcześniej do sądu wpłynął wniosek o podważenie wiarygodności sędziego. Pełnomocnik żony, ku swojemu zdziwieniu otrzymał wypowiedzenie pełnomocnictwa od sędziego. Tydzień później KOPD w związku z nieskutecznością spotkań odwołał nasze spotkania z Bąbelkiem zwracając sprawę do sądu, który na czas prowadzenia postępowania o podważenie wiarygodności nie mógł przyjmować wniosków. Córeczkę miałem zobaczyć dopiero w kolejnym roku podczas badania psychologicznego przez biegłych.

Nie wytrzymałem wyjechałem w podróż. Rzuciłem dosłownie wszystko co trzymało mnie w kraju. Mieszkałem w różnych świętych miejscach dla różnych religii. Studiowałem pozycję uważności, dystansu i dążenia do szczęścia. Jestem teraz we właściwym miejscu. Ciężką pracą nadrabiam stracony czas z dzieckiem, bo otrzymałem zabezpieczenie kontaktu, które co prawda nie jest zbyt szerokie, ale jest. Przechodziłem przez momenty agresji dziecka i wyrzucania trudnych emocji. Nie było lekko, ale dzisiaj mogę powiedzieć z dumą

Wreszcie w praktyce mogę być ojcem.

Dlatego Ty też czytelniku. Cokolwiek się dzieje – bądź silny. Będziesz dbać, starać się to Ci się uda. Nie ważne co mówią inni, nie ważne jak Cię oceniają. Jesteś rodzicem, to pamiętaj że dziecko w połowie jest po Tobie, w połowie po partnerze. Wartości które pokazujesz swoim zachowaniem dziecko wdraża w swoje życie. Jeżeli będziesz dbać o kontakt swojego bąbla z drugim rodzicem – znajdziesz spokój – nie ważne jak trudne może się to wydawać, ale przede wszystkim nauczysz balansu i szacunku do drugiego człowieka.

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

%d bloggers like this: