Jeżeli ktoś przez ostatnie lata mieszkał w jurcie, albo studiował pozycje dystansu, lub focha na rozwój technologii – przytoczę mu definicję Tinder’a według Wikipedii.

Tinder – mobilny portal randkowy korzystający z technologii lokalizacji.

Dla niektórych korzystanie z tej aplikacji to temat tabu, w kategorii „mam, ale się nie przyznam przed znajomymi”. Ja mam i przyznaje się do tego. Co więcej! Zdarza mi się korzystać. Moje doświadczenia w dużym skrócie można podsumować w następujących kategoriach, kiedy dochodzi do spotkania:

  1. „kawa?”, „nie, nie trzeba”, czyli spotkanie w celu, oboje to szanujemy i rozumiemy.
  2. anty – sapiosexual, czyli sorry ale zostawiłem włączone żelazko.
  3. dobry wieczór, czyli masz moją uwagę i nie zepsuj tego.

Trafne podsumowanie większości spotkań z tej aplikacji  pokazuje ten film:

Pierwsza ocena potencjalnego partnera, według wielu badań naukowców i własnych doświadczeń, jest wzrokowa. Podobnie działają tutaj kobiety i mężczyźni. Podczas kilku sekund obserwacji, nawet podświadomej, jesteśmy w stanie stwierdzić, czy moglibyśmy z tą drugą osobą chcieć pójść parę kroków dalej. Pozwolę sobie na dokonanie podziału na spojrzenie kobiece i męskie. Mężczyźni mogliby, po tej fazie pierwszego zapoznania, bezpośrednio przystąpić do Wielkiej Pardubickiej, natomiast kobiety… mają całą gamę filtrów ego i społecznych, podpowiadających z tyłu głowy:

  • „nie wypada żebym tak od razu”
  • „facet musi pozdobywać, wtedy doceni”
  • „co znajomi powiedzą?”
  • „nie mogę tak oficjalnie”

Oczywiście drogie panie zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie jesteście takie i celowo stosuję tu takie uproszczenie. Temat o tyle mnie zaciekawił, że od jakiegoś czasu moja córeczka rozmawia ze mną, zadając pytanie:

Co się robi, jak się kocha? Jak to powiedzieć?

Jak w większości ważnych dla nas dociekań w życiu – jej pytania są jednocześnie bardzo proste, ale też głębokie. Obiecałem Bąblowi odpowiedzieć na każde pytanie. Zbywanie w stylu „dowiesz się jak będziesz starsza”, „nie teraz”, „później” uważam za lenistwo i wygodnictwo, które może wpłynąć na resztę życia dziecka. Jednocześnie córka jest moim najważniejszym nauczycielem i dzięki jej obecności w moim życiu jestem tu gdzie jestem i robię to co robię. Jest moim drogowskazem i cieszę się że mogę iść tą drogą.

Jak odpowiedzieć na to pytanie? Jaką receptę dać dziecku, które być może, pójdzie z nią przez resztę życia? Odpowiedź okazała się dla mnie bardzo prosta:

Rób, jak czujesz. Kiedy ktoś Ci się spodoba – daj o tym znać. Zobaczysz jak się potoczy, bo w życiu ważna jest równowaga. Jeśli coś do Ciebie nie wróci – trudno. Podziękuj i idź dalej. Czasem nie będzie Ci wychodzić… tata ma 35. lat i jeszcze nie posiadł tej wiedzy, ale cały czas ją zgłębia. Każde doświadczenie odbieraj tak, jak by miało Cię czegoś nauczyć. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę. Nie ważne co mówią inni, kto powinien pierwszy podejść, co powiedzieć. Działaj tak, jak podpowiada Ci serce, gdy zamkniesz oczy… ryzykuj, popełniaj błędy i ciesz się z tej nauki. Wtedy, pewnego dnia, gdy będziesz gotowa – poznasz smak prawdziwej miłości i będziesz wiedziała, że na ten moment cały czas się przygotowywałaś.

I wtedy… właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że szewc bez butów chodzi…

Procentowy udział użytkowników, ze względu na wiek.

Jak ja, facet w trakcie kilkuletniego rozwodu, z doświadczenia bardziej singiel niż partner, mam dać wzór mojemu dziecku? Czas chyba coś zmienić! Dlatego skupiłem się mocno na sobie, dochodząc do wniosku że jeżeli ja będę ze sobą szczęśliwy, to również moi najbliżsi i otoczenie. Dlatego pracuje z dziećmi, jeżdżę do Afryki i Azji na akcje humanitarne, prowadzę projekt budowy szkoły w Ghanie. Korzystam z różnych dobrodziejstw dzisiejszej technologii, również z Tinder’a, ale już w inny sposób. Doszedłem do wniosku, że tak dużo daję na zewnątrz, że już nie wypada prosić, żeby wróciło. Nic tak na prawdę nie muszę, a wszystko mogę. Jeżeli wróci, to tylko wtedy, gdy będę na to gotowy. Dlatego przyjąłem następującą definicję dobrej relacji:

Nie potrzebuję Ciebie, ale mam wybór i bardzo chcę. Dlatego wybieram.

Wiem, że dla niektórych to trochę pompatyczne, ale na ten moment, ta definicja jest najbardziej zbliżona do mojego ideału.

Chciałbym w tym miejscu wystosować apel:

Panowie! Postarajcie się trochę… nawet jak nie wyjdzie, to czegoś się nauczycie. Zadzwońcie, nie piszcie. Spotkajcie się, słuchajcie. Im więcej uważności, tym lepsza Wielka Pardubicka. Bycie samcem to nie bycie chamem, ale też dżentelmenem.

Dziewczyny! On wcale nie musi pierwszy zagadać. Jeżeli macie jakiś „ideał”, to wpierw same się nim stańcie, a potem zobaczycie, że podobieństwa się przyciągają.

Rozpocząłem jakiś czas temu badanie. Przyjmuje nowe „powiązania” na dwóch aplikacjach randkowych, ale nigdy pierwszy nie rozpoczynam konwersacji. Nie reaguje na hasła w stylu „no co tam?”… Doszedłem do wniosku, że odpowiadam tylko, jeżeli dziewczyna mnie bardzo zainteresuje. Póki co efekty tego badania są mizerne, ale zobaczymy – może ten wpis jakoś na to wpłynie.

A jakie są Twoje doświadczenia z zawieraniem nowych znajomości?

Podziel się pod tym wpisem, może Twoja historia kogoś zainspiruje…

[rf_contest contest=’3612′]

About Bartosz Paź

Piszę o motywacji, inspiracji, świadomym rodzicielstwie, psychologii, akcjach społecznych. Coach, trener, mówca.

%d bloggers like this: